Boże Narodzenie to wyjątkowy czas. Czas, w którym wszystko trochę zwalnia, a my – niezależnie od wieku – pozwalamy sobie na więcej luzu, ciepła i nostalgii. W codziennym pędzie rzadko mamy moment, by usiąść na kanapie bez wyrzutów sumienia, przykryć się kocem i po prostu być tu i teraz. Święta dają nam na to przyzwolenie. A jednym z nieodłącznych elementów tego okresu są oczywiście filmy na Boże Narodzenie.
Nie chodzi tu o ambitne kino, skomplikowane fabuły czy artystyczne eksperymenty. Chodzi o emocje. O znajome dialogi, przewidywalne zakończenia i bohaterów, których czujemy, jakby byli częścią naszej rodziny. Są filmy, które ogląda się raz i zapomina. Ale są też takie, które wracają do nas co roku, dokładnie tak jak kolędy czy zapach piernika.
Kevin sam w domu – coroczna emisja, która łączy pokolenia
W praktyce to właśnie „Kevin sam w domu” jest filmem, który można bez wahania nazwać najchętniej oglądanym filmem świątecznym w Polsce. Od lat bije rekordy oglądalności podczas każdej grudniowej emisji, a dla wielu widzów jego obecność w ramówce telewizyjnej jest symbolicznym początkiem świąt.
To, co wyróżnia Kevina, to nie tylko popularność, ale też sposób oglądania. Ten film rzadko ogląda się w skupieniu od pierwszej do ostatniej minuty. On po prostu towarzyszy świętom – leci w tle rozmów, przygotowań, wspólnego siedzenia przy stole. I właśnie w tym tkwi jego siła: łączy domowników i buduje wspólne, coroczne doświadczenie.
Nie sposób mówić o świątecznych filmach, nie wspominając o absolutnym fenomenie, jakim jest coroczna emisja „Kevina sam w domu” na Polsacie. To już nie jest zwykły seans filmowy. To wydarzenie społeczne. Mem kulturowy. Tradycja niemal tak silna jak wigilijna kolacja.
Co roku w grudniu pojawiają się żarty, że „jeśli nie ma Kevina w telewizji, to nie ma świąt”. I coś w tym jest. Niezależnie od tego, ile razy widzieliśmy ten film – a większość z nas liczy te seanse w dziesiątkach – zawsze oglądamy go ponownie. Nawet jeśli trafimy na środek filmu. Nawet jeśli znamy każdą pułapkę, każdy dialog i każdy grymas twarzy.
Jest w tym coś niezwykle kojącego. Kevin to symbol dziecięcej samodzielności, odwagi i sprytu. Ale też rodzinnych wartości, które ostatecznie zawsze wygrywają. Ten film przypomina nam, że święta nie są o idealnych prezentach czy perfekcyjnie zastawionym stole. Są o byciu razem – nawet jeśli wcześniej trochę się pogubiliśmy.
Nie bez powodu Polsat od lat trzyma się tej tradycji. Dla wielu rodzin to moment, kiedy po kolacji wigilijnej wszyscy siadają w jednym pokoju. Telewizor gra w tle, ktoś jeszcze sprząta talerze, ktoś nalewa herbatę, a Kevin… po prostu jest. Jak stary znajomy.
Mój absolutny numer 1 – „Witaj Święty Mikołaju”
Każdy z nas ma taki film świąteczny, który jest bardziej osobisty. Taki, który niekoniecznie musi być numerem jeden w rankingach, ale w naszym sercu zajmuje miejsce szczególne. Dla mnie tym filmem od lat pozostaje „Witaj Święty Mikołaju”.
To produkcja, która w niezwykle prosty, a jednocześnie ciepły sposób opowiada o magii świąt widzianej oczami dziecka. O wierze w Świętego Mikołaja, która z wiekiem zanika, ale nigdy nie powinna zniknąć całkowicie. Bo ta wiara to tak naprawdę wiara w dobro, bezinteresowność i cud, który może wydarzyć się nawet wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy.
„Witaj Święty Mikołaju” to film, który nie krzyczy emocjami, nie epatuje nachalnym humorem. On po prostu płynie. Daje czas na refleksję. Przypomina, że bycie dorosłym nie oznacza rezygnacji z marzeń i dziecięcej radości. Za każdym razem, gdy go oglądam, czuję ten sam spokój i to samo ciepło, jakby ktoś na chwilę zdjął ze mnie ciężar codziennych obowiązków.
To właśnie dlatego jest moim numerem jeden. Bo w świętach nie chodzi o ranking popularności, ale o to, co dany film robi z nami.
W tej historii bardzo bliski jest mi także motyw Clarka Griswalda – głowy rodziny, która za wszelką cenę chce mieć perfekcyjne święta. Chce, żeby wszystko się udało: dekoracje, atmosfera, wspólny czas. I właśnie w tym tkwi prawda tego filmu. Im bardziej Clark się stara, tym więcej rzeczy wymyka się spod kontroli. To portret faceta, który bierze na siebie odpowiedzialność za rodzinę, emocje i oczekiwania innych. Może nieidealny, może zagubiony, ale autentyczny. I chyba dlatego tak łatwo się z nim utożsamić.
Dlaczego wracamy do tych samych filmów?
Można zapytać: skoro znamy te filmy na pamięć, dlaczego co roku wybieramy właśnie je? Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. W świecie pełnym niepewności i zmian, przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa.
Świąteczne filmy są jak miękki koc – wiemy, czego się spodziewać. Wiemy, że będzie szczęśliwe zakończenie. Wiemy, że dobro wygra. I w grudniu właśnie tego najbardziej potrzebujemy.
Lista TOP 10 – filmy na Boże Narodzenie, które warto obejrzeć
Poniżej znajdziesz pełną listę 10 filmów na Boże Narodzenie, które idealnie sprawdzą się podczas świątecznego wieczoru. To zestawienie łączy klasykę, emocje, nostalgię i filmy, do których chce się wracać – dokładnie tak, jak do samych świąt.
- Kevin sam w domu – absolutna klasyka i coroczna tradycja. Film, który zna każdy, a mimo to zawsze ogląda się go z tym samym uśmiechem.
- Kevin sam w Nowym Jorku – naturalne uzupełnienie pierwszej części. Więcej rozmachu, więcej gagów i ten sam świąteczny klimat.
- Witaj Święty Mikołaju – mój osobisty numer jeden. Film, który idealnie oddaje magię świąt widzianą oczami dziecka. To ciepła, spokojna opowieść o wierze w dobro, która z wiekiem nie powinna znikać.
- To wspaniałe życie – film, który przypomina, jak wielkie znaczenie mają drobne gesty i relacje z innymi ludźmi.
- Opowieść wigilijna – klasyczna historia o drugiej szansie i sile przemiany, idealna na świąteczną refleksję.
- Cud na 34. ulicy – klasyczny film świąteczny, który przywraca wiarę w Świętego Mikołaja i w ludzką dobroć. Idealny wybór dla tych, którzy w święta szukają prawdziwej magii i ciepła.
- Elf – jeden z najzabawniejszych filmów świątecznych w historii. Lekki, pełen absurdu i dziecięcej radości, idealny na poprawę humoru.
- Holiday – romantyczna propozycja dla tych, którzy w święta lubią trochę ciepłych historii o miłości.
- Święta Last Minute – nowoczesna, lekka komedia romantyczna pokazująca świąteczny chaos z bardziej współczesnej perspektywy. Idealna propozycja dla tych, którzy lubią święta, ale bez nadmiaru lukru.
- Śnięty Mikołaj – klasyczna, familijna komedia z Timem Allenem o zwykłym facecie, który zupełnie nieoczekiwanie zostaje Świętym Mikołajem. Lekki humor, ciepło i świąteczny klimat, który świetnie domyka całą listę.
Podsumowanie
Świąteczne filmy zmieniają się razem z nami. Kiedyś najbliżej było nam do Kevina – sprytnego dzieciaka, który radzi sobie sam i wygrywa z całym światem. Z czasem jednak perspektywa się przesuwa. Pojawia się odpowiedzialność, rodzina, oczekiwania i chęć, by wszystko wyszło idealnie.
I właśnie wtedy coraz łatwiej zrozumieć Clarka Griswalda. Jego frustrację, ambicję i dobre intencje, które często kończą się chaosem. Bo w pewnym momencie życia każdy facet zaczyna rozumieć Clarka bardziej niż Kevina. A świąteczne filmy – te same od lat – pomagają nam ten moment zauważyć, zaakceptować i przeżyć po swojemu.





